Krótki casus o wadach fizycznych samochodów – ryzyka sprzedającego wchodzącego w spór sądowy z kupującym

W ostatnim czasie Sąd Okręgowy w Krakowie oddalił apelację pozwanego przez nas sprzedawcy samochodu od wyroku sądu I instancji, który w całości uwzględnił wytoczone przez nas powództwo. W efekcie – zamiast od razu zwrócić kupującej 14.000 zł tytułem zwrotu ceny sprzedaży samochodu, sprzedawca musi obecnie zapłacić dwa razy tyle, uwzględniając koszty postępowania sądowego. Sprawa ta jest dobrym przyczynkiem do poczynienia kilku spostrzeżeń z teorii i praktyki stosowania przepisów o rękojmi za wady fizyczne samochodów używanych.

„Można wsiadać i jeździć” – zapewnienie sprzedawcy w konfrontacji z rzeczywistością

O wyborze przez naszą Klientkę tego konkretnego modelu samochodu zadecydowało kilka czynników. Marka, wygląd, wyposażenie i oczywiście cena miały tu istotne znaczenie. Co jednak ostatecznie przekonało naszą Klientkę, to zapewnienie sprzedawcy, że może ona cieszyć się spokojnym użytkowaniem samochodu bez dodatkowych wydatków na starcie. Będąc zatem przekonaną, że samochód nie wymaga dodatkowych nakładów finansowych, Klientka zdecydowała się kupić ten samochód. Jakie było jej zdziwienie, gdy po zaledwie kilku miesiącach użytkowania pojawiły się pierwsze problemy. Najpierw klimatyzacja, potem sonda lambda, a niedługo później również podstawowe elementy układu jezdnego, w tym pęknięte sprężyny zawieszenia. W autoryzowanym serwisie okazało się, że koszt naprawy samochodu byłby niewiele mniejszy od wartości auta określonej przez strony w umowie sprzedaży.

Wezwania sprzedawcy do naprawy i odstąpienie od umowy

Kupująca poinformowała sprzedawcę o problemach, pierwsze usterki zgodził się on usunąć, ale kiedy nasza Klientka powiadomiła go telefonicznie o tym, że  do wymiany jest również m.in. zawieszenie samochodu, odmówił, po czym przestał odbierać telefonów. Czując się w tej sytuacji bezradną, zwróciła się do nas o pomoc. Po przeanalizowaniu sprawy uznaliśmy, że dysponujemy bardzo mocnymi argumentami w ewentualnym sporze ze sprzedawcą i złożyliśmy oświadczenie o odstąpieniu od umowy wzywając sprzedawcę do zwrotu ceny sprzedaży samochodu w terminie 3 dni. Po bezskutecznym upływie kilku dni złożyliśmy pozew do sądu. Niedługo po złożeniu pozwu otrzymaliśmy odpowiedź sprzedawcy, który zgodził się naprawić samochód oraz zaproponował ewentualne polubowne rozwiązanie polegające na zwrocie części ceny (wynikało to z różnicy pomiędzy ceną rzeczywiście zapłaconą, a określoną w treści faktury, o czym mowa w dalszej części). Propozycje te na tym etapie były nie tylko spóźnione, ale i nieakceptowalne dla naszej Klientki.

Czy tzw. normalne zużycie samochodu może być wadą fizyczną?

Pozwany sprzedawca samochodu w toku procesu prezentował rozmaite argumenty, które miały świadczyć o tym, że samochód nie był dotknięty żadną wadą, a jeśli nawet jakieś usterki się ujawniły w toku eksploatacji przez naszą klientkę, to mają one charakter normalnego zużycia, co przy ponad 10-letnim wieku sprzedanego samochodu nie może świadczyć o wady w rozumieniu Kodeksu cywilnego. W tym zakresie zarówno sąd I instancji, jak i sąd II instancji, nie miały żadnych wątpliwości, że samochód jest dotknięty wadą, i to wadą istotną. W tym zakresie wskazywaliśmy w toku procesu, powołując się na orzecznictwo sądowe, że przepisy o rękojmi za wady fizyczne rzeczy odnoszą się także do sprzedaży samochodów używanych, a wobec tego także w takim przypadku samochód winien być właściwej jakości i nadawać się do użytku ze względu na zwyczajne przeznaczenie rzeczy. To, iż ujawnione usterki wynikały z naturalnego zużycia i wieku samochodu, tej oceny zmienić nie mogło, gdyż obowiązkiem sprzedawcy było wydanie rzeczy nadającej się do użytku. Podobnie nie miało istotnego znaczenia to, że ujawnione wady były usuwalne i nadawały się do naprawy.

Czy zaniżona kwota na fakturze jest problemem w dochodzeniu zwrotu rzeczywiście wpłaconej ceny?

Jednym z istotnych problemów w sprawie była również kwestia ceny sprzedaży, jaka została przez strony ustalona przy zawieraniu umowy. Problem ten wynikał z faktu, że sprzedający – jako warunek sprzedaży samochodu po wynegocjowanej cenie – ustanowił wpisanie na fakturze zaniżonej ceny. W toku postępowania podniósł zatem zarzut, że wpłacona przez kupującą cena była zgodna z fakturą, a sama faktura – jako podpisany przez kupującą dokument, jest wiarygodna. W tym zakresie przedstawione przez nas dowody w postaci zeznań Powódki oraz świadków uczestniczących w negocjacjach i samej transakcji zostały przez sąd I instancji uznane za wiarygodne, co doprowadziło do zasądzenia żądanej przez nas kwoty, a nie wynikającej z zaniżonej ceny ujętej w fakturze. Również zarzuty apelacyjne pozwanego w tym zakresie nie przyniosły spodziewanego dla niego efektu, albowiem sąd II instancji wskazał, że zgodnie z art. 245 k.p.c. faktura jest dokumentem prywatnym, a zatem jej treść dowodzi tylko tego, że osoba, która ten dokument podpisała, złożyła oświadczenie o treści zawartej w dokumencie. Było zaś w okolicznościach sprawy jasne, że podpis kupującej na fakturze nie miał żadnego prawnego znaczenia, skoro wykazała ona za pomocą innych dowodów, że rzeczywiście uiszczona cena była wyższa od wskazanej w treści faktury.

Czy fakt, że przed sprzedażą kupująca zleciła przegląd samochodu na stacji diagnostycznej, w trakcie którego nie wykryto żadnych usterek pojazdu, jest przeszkodą dla dochodzenia roszczeń wobec sprzedawcy?

Sprzedawca wskazywał również na fakt, że tuż przed sprzedażą kupująca udała się na stację diagnostyczną, na której samochód został gruntownie zbadany pod kątem ewentualnych usterek, z wynikiem pozytywnym. Skoro zatem w chwili sprzedaży nie ujawniły się żadne wady, które następnie stanowiły podstawę naszego odstąpienia od umowy, to uznać należy, że żadne roszczenia z tytułu rękojmi naszej Klientce nie przysługują. W tym zakresie sprzedawca niewłaściwie interpretował treść art. 557 § 1 k.c. Zgodnie z tym przepisem sprzedawca jest zwolniony od odpowiedzialności z tytułu rękojmi, jeżeli kupujący wiedział o wadzie w chwili zawarcia umowy. Rzecz jednak w tym, że sprzedawca nie wykazał, jakoby nasza Klientka wiedziała o wadzie w chwili sprzedaży, a jedynie twierdził, że wada nie ujawniła się podczas oględzin samochodu przed sprzedażą. Jak słusznie zatem wskazał sąd, pozwany nie przedstawił żadnych dodatkowych dowodów, z których jasno wynikałoby, jak szczegółowy był zakres oględzin, co mogłoby ewentualnie posłużyć do wywiedzenia, że wada nie tkwiła w rzeczy sprzedanej. Co zaś istotne, sama możliwość wykrycia wady przez naszą Klientkę nie mogła być przesłanką wyłączającą bądź ograniczającą odpowiedzialność sprzedawcy. Na marginesie, wobec faktu, że nasza Klientka była konsumentką, wyłączona była możliwość zastosowania art. 563 § 1 k.c. Zgodnie z powołanym przepisem, przy sprzedaży między przedsiębiorcami kupujący traci uprawnienia z tytułu rękojmi, jeżeli nie zbadał rzeczy w czasie i w sposób przyjęty przy rzeczach tego rodzaju i nie zawiadomił niezwłocznie sprzedawcy o wadzie, a w przypadku gdy wada wyszła na jaw dopiero później – jeżeli nie zawiadomił sprzedawcy niezwłocznie po jej stwierdzeniu. W realiach naszej sprawy i tak jednak nasza Klientka dopełniła wymogów staranności określonych w powołanym przepisie, zatem brak ujawnienia wady podczas oględzin samoistnie nie prowadził do pogorszenia sytuacji kupującej z powodu domniemania, o którym mowa w dalszej części.

Słabe punkty sprzedawcy w tym sporze, czyli dlaczego jego sytuacja była od początku gorsza od sytuacji kupującej

W całej tej sprawie jedyną właściwą decyzją, jaką już na początku winien był podjąć sprzedawca, to oddać naszej Klientce całość uiszczonej ceny oraz zabrać samochód, co pozwoliłoby mu uniknąć dodatkowych kosztów, a być może nawet lepiej zarobić na sprzedaży auta innemu nabywcy. Jego pozycja była bowiem bardzo osłabiona poprzez kilka istotnych okoliczności całej sprawy.

Po pierwsze, sprzedawca zapewnił naszą Klientkę o tym, że samochód nie wymaga żadnych nakładów finansowych. Sam ten fakt bardzo poważnie ograniczył możliwość obrony sprzedawcy w kontekście możliwości wykazywania, że nie było żadnej wady, a tym bardziej wady istotnej uprawniającej do odstąpienia. W takiej bowiem sytuacji zapewnienie sprzedawcy o tym, że samochód jest w doskonałym stanie technicznym, może być rozpatrywane jako powiadomienie nabywcy o właściwości nabywanego samochodu w rozumieniu art. 556§ 1 pkt 2 k.c., co powoduje, że każde, nawet niewielkie odstępstwo od deklarowanego idealnego stanu technicznego może być traktowane jako wada istotna. Nie miało przy tym znaczenia to, że zapewnienie takie było złożone ustnie, w toku negocjacji, ponieważ przy negocjacjach naszej Klientki obecny był świadek, który potwierdził ten fakt.

Po drugie, sprzedawca nie uwzględnił treści art. 559 k.c. oraz art. 5562 k.c. Zgodnie z pierwszym z powołanych przepisów, sprzedawca jest odpowiedzialny z tytułu rękojmi za wady fizyczne nie tylko w wypadku, gdy wady istniały w chwili przejścia niebezpieczeństwa na kupującego (tj. w chwili wydania rzeczy kupującemu), ale także gdy wynikły z przyczyny tkwiącej w rzeczy sprzedanej w chwili wydania. Biegły powołany w sprawie jednoznacznie przesądził, że ujawnione wady – pomimo ich eksploatacyjnego charakteru, nosiły znamiona ponadnormatywnego zużycia. To zatem, że mogły się ujawnić, albo w ogóle powstać już po wydaniu samochodu kupującej, nie wyłączało jego odpowiedzialności, jeżeli powstanie wad wynikało z przyczyny istniejącej już w dacie wydania. Przyczyną zaś było ponadnormatywne zużycie istniejące w chwili sprzedaży. Co jednak w tej sprawie najistotniejsze, to że zgodnie z art. 5562 k.c. jeżeli kupującym jest konsument, a wada fizyczna została stwierdzona przed upływem roku od dnia wydania rzeczy sprzedanej, domniemywa się, że wada lub jej przyczyna istniała w chwili przejścia niebezpieczeństwa na kupującego. To nie zatem nasza Klientka musiała wykazać, że wady istniały lub wynikły z przyczyny tkwiącej w samochodzie w chwili jego wydania przez sprzedawcę. Obowiązek wykazania okoliczności przeciwnej spoczywał bowiem na pozwanym sprzedawcy. Wobec nieprzedstawienia dowodów świadczących o powstaniu wady lub jej przyczyny w okresie późniejszym (co było de facto niemożliwe wobec wspomnianej wyżej treści opinii biegłego), brak było podstaw do zakwestionowania odpowiedzialności sprzedawcy.

Piotr Konopka

Piotr Konopka

Adwokat. Specjalizuje się w obsłudze prawnej inwestorów oraz wykonawców, w tym architektów, w ramach procesów inwestycyjnych. Doradza przy nabywaniu nieruchomości, udziela wsparcia przy uzyskiwaniu decyzji administracyjnych warunkujących realizację inwestycji. Posiada duże doświadczenie w reprezentacji przedsiębiorców w sporach sądowych oraz procesach karnych, zwłaszcza dotyczących przestępstw gospodarczych oraz skarbowych.